A A A
pl en
Start Aktualności Blog Traktu Królewsko-Cesarskiego MIASTO W RZECZY SAMEJ (2): Ród, fabryka i stare butelki. Część pierwsza

MIASTO W RZECZY SAMEJ (2): Ród, fabryka i stare butelki. Część pierwsza

Jakość wyrobów przeznaczonych do spożycia można poznać nie tylko po ich walorach smakowych czy odżywczych, lecz też po tym, jak prezentują się od strony estetycznej. Ta zasada jest tak stara, jak odwieczne są prawa rządzące popytem i podażą, reklamą i konsumpcją.

 

Wśród najbardziej rozpowszechnionych „opakowań”, kryjących w sobie wszelkiego rodzaju napoje, te całkiem niewinne i przeznaczone dla szerokiego grona odbiorców, jak i te o wysokiej „mocy”, a więc dostępne jedynie dla klientów pełnoletnich (zostawiając na boku kwestię ceny), są butelki. Niektóre z nich, dzięki specjalnym wytłoczeniom i oryginalnym kształtom, nawet po wielu latach pozwalają rozpoznać, kto je wyprodukował.

Przykładem doskonale oznakowanych produktów masowego użytku są butelki pochodzące z poznańskiej fabryki Hartwiga Kantorowicza, które wchodzą w skład kolekcji Muzeum Historii Miasta Poznania. Stanowią one ciekawy punkt wyjścia do poznania przeszłości miasta poprzez historię jednego z najsłynniejszych poznańskich rodów, a także niemniej słynnej fabryki wódek i likierów, która przez ponad sto lat de facto pełniła rolę najważniejszego ambasadora Poznania na świecie.

 

 

 

 

Butelki produkcji firmy Hartwig Kantorowicz ze zbiorów Muzeum Historii Miasta Poznania,
fot. Ł. Gdak/Poznańskie Centrum Dziedzictwa

Rodzina

O Kantorowiczach napisano dotąd niemało, przede wszystkim o wybitnych przedstawicielach tego żydowskiego rodu, którym zawdzięczamy istotny wkład w dziedzinie światowej humanistyki, jak utalentowanej poetce i historyczce sztuki, Gertrud Kantorowicz, czy jej kuzynie, słynnym badaczu średniowiecza, Ernscie Hartwigu. Fenomen rodziny poznańskich fabrykantów od lat przykuwa uwagę środowisk kolekcjonerów i pasjonatów historycznych artefaktów związanych z produkcją wyrobów alkoholowych. Wiele też do powiedzenia mają rozproszeni po całym świecie współcześni Kantorowicze, którzy, dzięki odnajdywaniu i udostępnianiu informacji na temat swoich antenatów, wpływają na poszerzenie naszej wiedzy.

 

 

 

 

 

 

 

 

Macewa Gelli Kantorowicz – babki Hartwiga – z nieistniejącego już cmentarza żydowskiego przy ulicy Głogowskiej, fot. ze zb. Leo Baeck Institute (NY)

 

 

 

Wbrew temu, co jeszcze do niedawna mogło się wydawać, Hartwig Kantorowicz nie był protoplastą słynnego poznańskiego rodu. Materiały pochodzące ze spuścizny, wspomnianego już, wnuka rodzimego fabrykanta – Ernsta Hartwiga Kantorowicza, dostarczają bowiem informacji o dwóch wcześniejszych generacjach Kantorowiczów, które w jakimś stopniu związały swoje życie z grodem nad Wartą. Możemy zatem przyjąć (dopóki badania nie dadzą nam nowych informacji), że załozycielami rodu było małżeństwo Gelli i Natana Kantorowiczów, których doczesne szczątki spoczęły na nieistniejącym już cmentarzu żydowskim przy ulicy Głogowskiej.

 

 

 

 

Portrety rodziców Hartwiga Kantorowicza, Joachima Bernarda i Rebeki z domu Korach,
fot. ze zb. www.bruckfamilyblog.com

 

Nieco więcej możemy powiedzieć o następnym pokoleniu familii Kantorowiczów. Hartwig był bowiem synem Rebeki z domu Korach i Joachima Bernarda, o którym wiemy, że od lat 80. XVIII wieku prowadził na Ostrówku 1/2, w pobliżu mostu cybińskiego, browar, a nastepnie destylarnię trunków. Po śmierci ojca w 1849 roku interes ten objął młodszy brat Hartwiga, Edward, który prowadził go przez ponad dekadę. Po nim zakład na Ostrówku przejął najmłodszy z rodzeństwa, Dawid Kantorowicz.

Fakt ten uwieczniony został na jednej z bardziej charakterystycznych fotografii XIX-wiecznej Śródki. Pośród skromnej piętrowej zabudowy tej części Poznania na pierwszym planie wyróżnia się budynek z szyldem destylarni Kantorowicza. Kres działalności zakładu na Ostrówku nastąpił u progu XX wieku. W tym czasie, w Poznaniu i nie tylko, nazwisko Kantorowicz kojarzyło się przede wszystkim z jednym producentem alkoholi – fabryką wódek i likierów Hartwig Kantorowicz.

 

 

 

 

 

Ostrówek i Śródka (w oddali kościół św. Małgorzaty) w drugiej połowie XIX wieku,
fot. ze zb. Muzeum Historii Miasta Poznania

 

Założyciel późniejszego alkoholowego „imperium” urodził się w 1806 roku. W 1834 roku, dzięki swej aktywności na niwie gospodarczej, otrzymał patent naturalizacyjny. W okresie poprzedzającym formalne równouprawnienie (w Poznańskiem nastapiło ono w 1848 roku) Żydzi naturalizowani uzyskiwali swobodę udziału w życiu społecznym i gospodarczym, co miało szczególnie znaczenie w przypadku prowadzenia interesów. Kolejnym ważnym etapem w życiorysie Hartwiga Kantorowicza było przyznanie mu w 1845 roku przez magistrat miasta Poznania obywatelstwa miejskiego. W tym czasie założone przez niego przedsiębiorstwo znajdowało się już w pełnym rozkwicie.

Hartwig Kantorowicz ożenił się z Zofią Asch, której rodzina mieszkała w domu przy ulicy Wronieckiej 6. Jej przodkowie wywodzili się z rodu hiszpańskich Żydów, którzy w XVI wieku przybyli do Krakowa, a z czasem osiedlili się w Poznaniu. Małżeństwo miało 13 dzieci – jedną córkę (Franciszkę) i 12 synów – z których wieku dorosłego dożyło ośmioro. Pięciu najstarszych synów– Zygfryd, Wilhelm, Maks, Edmund i Józef zdobyło wykształcenie kupieckie i wspomagało Hartwiga w bieżacej działalności i rozbudowie jego zakładu.

 

 

 

 

 

 

 

Pięcioro z ośmiorga dzieci Hartwiga, które dożyły wieku dorosłego: Karol Bernard, Edmund, Józef, Hermann oraz Franciszka, fot. ze zb. www.bruckfamilyblog.com

Fabryka

W 1823 roku 17-letni Hartwig Kantorowicz założył w niewielkim domu stojącym przy Starym Rynku 10 zakład destylacji i sprzedaży trunków. Była to jedna z wielu placówek, które prowadzone były w tej okolicy przez kupców i producentów żydowskich. Gdy po kilkunastu latach okazało się, że mimo ostrej konkurencji – w mieście prosperowało wówczas ponad 30 przedsiębiorstw tej branży – skromna z początku inicjatywa przeżywała intensywny rozwój, właściciel postanowił przenieść się na ulicę Wroniecką 4.

W nabytym kilka lat później jednopiętrowym domu pod numerem 6, który stał się kolejną siedzibą firmy, przeprowadzono gruntowną przebudowę. Jej rezultatem był, wzniesiony na podwórzu, dwupiętrowy budynek fabryczny, który mieścił nową destylarnię wyposażoną w wielki miedziany aparat destylacyjny.

 

 

 

Ogłoszenie reklamowe w gazecie z 1844 roku.

 

Hartwig Kantorowicz słynął z dbałości o to, by proces produkcyjny w jego przedsiębiorstwie przebiegał zgodnie ze wszystkimi regułami sztuki. Osobiście doglądał kolejnych etapów powstawania trunków. W połowie XIX wieku był jednym z dwóch przedsiębiorców w Poznaniu, którzy dysponowali największym kapitałem – kilkukrotnie przewyższającym pozostałych.

W kolejnych latach produkcja likworów systematycznie rosła, co znalazło odzwierciedlenie w potrzebie zakupu sąsiednich nieruchomości przy ulicy Wronieckiej (nr 7 i 8) oraz graniczącej z nimi parceli przy ulicy Masztalarskiej. Połączony obszar pozwalał na dalszą rozbudowę i doskonalenie działalności przedsiębiorstwa, w którym zachodziły też ważne zmiany personalne.

 

 

 

 

Reklama prasowa firmy z 1866 roku

 

W 1871 roku zmarł bowiem Hartwig Kantorowicz. Jeszcze przed śmiercią założyciela firmy zarząd nad nią objęli jego trzej synowie – Maks, Edmund i Józef. Właścicielem kompleksu przemysłowego przy ulicy Wronieckiej został najstarszy z nich, Maks. Dzięki doświadczeniu zdobytemu pod okiem ojca, synowie nie tylko utrzymali dotychczasową pozycję przedsiębiorstwa, ale przyspieszyli jeszcze tempo jego rozwoju. Z czasem przekształcili firmę w rodzinną spółkę akcyjną. Jeszcze przed rokiem 1900 osiągnęła ona status najwiekszej fabryki likierów w ówczesnych Niemczech.

Jedno- i dwupietrowe zabudowania przemysłowo-mieszkalno-usługowe przy ulicach Wronieckiej i Masztalarskiej skupiały się wokół obszernego dziedzińca zakończonego wydłużonym podwórzem. Nad wejściem do siedziby firmy umieszczony został napis, który był zarazem dewizą właścicieli – „Wszystko własnymi siłami” (Alles durch eigene Kraft).

Wygląd kamieniczek od strony Wronieckiej został uwieczniony na okolicznościowej kartce pocztowej wydanej z okazji Wystawy Wschodnioniemieckiej, która odbyła się w Poznaniu w 1911 roku. Atrakcją imprezy była m.in. miniaturowa wersja „starego Poznania” z makietami najważniejszych zabytków. Umieszczenie wśród nich XIX-wiecznej siedziby fabryki Hartwiga Kantorowicza samo w sobie było dowodem na jej znaczenie dla współczesnych.

 

 

 

 

Wygląd siedziby firmy przy ulicy Wronieckiej odtworzony w ramach wystawy „Stary Poznań” w 1911 roku, widokówka ze zb. Biblioteki Uniwersyteckiej UAM

Nowoczesna produkcja

Wraz z rozwojem rodzinnego przedsiębiorstwa bracia Kantorowicze modernizowali dotychczasowe i wznosili nowe obiekty fabryczne. Inwestowali także w zakup nowoczesnego wyposażenia i stale usprawniali proces produkcji. W fabryce funkcjonowały cztery różnej wielkości aparaty destylacyjne napędzane maszynami parowymi. Do wytwarzanego w nich spirytusu dodawano wymagane tajną recepturą składniki i przyprawy. Firma mogła pochwalić się posiadaniem jednej z najlepszych, a według niektórych źródeł, największej wytłaczarni wiśni w Europie.

Wyselekcjonowane destylaty czekał następnie etap leżakowania w szklanych gąsiorach lub drewnianych beczkach przez miesiące, a nawet lata, w zależności od tego, jak długi był czas ich dojrzewania. Kolejną fazą był proces filtracji. Nadzór nad jakością produkcji sprawowało nowoczesne laboratorium. Następnie likwory poddawano ponownemu procesowi dojrzewania w drewnianych, szklanych lub fajansowych pojemnikach. Gotowym do spożycia napojem alkoholowym napełniano butelki o różnych kształtach, które sprowadzono ze śląskich, saskich i czeskich hut szkła. Zabutelkowane, zakorkowane (służyła do tego specjalnie skonstruowana maszyna) i zaetykietowane trunki przechowywano w obszernych fabrycznych piwnicach – w 1895 roku mieściło się w nich 100 tysięcy litrów różnych gatunków alkoholu.

Znaczna część produkcji szła na eksport, w następstwie czego dopracowano do perfekcji proces segregacji, pakowania butelek do drewnianych skrzyń (w fabryce funkcjonowała stolarnia), ich pieczętowania (firma sama wytwarzała pieczęcie lakowe, które musiały wytrzymać m.in. wysokie temperatury panujące w tropikach) oraz ekspedycji. Każdy etap tego procesu przebiegał pod czujną kontrolą pruskich urzędników podatkowych.

 

 

 

 

 

 

 

Maks Kantorowicz – wieloletni współwłaściciel firmy i jeden z ojców jej światowego sukcesu,
fot. ze zb. Leo Baeck Institute (NY)

Światowa marka

Już w latach 70. XIX wieku, z inicjatywy jednego z braci Kantorowiczów – Edmunda, powstała pierwsza filia poznańskiej fabryki w stołecznym Berlinie. W następnej dekadzie rozpoczął się prawdziwy boom na trunki spod znaku Hartwiga Kantorowicza, który w szybkim tempie stał się marką o randze światowej. Butelki z Poznania trafiały do krajów zachodniej Europy (Francja, Wielka Brytania, Dania, Holandia), obu Ameryk, Afryki i Azji (Chiny, Japonia).

Wkrótce, w odpowiedzi na rosnącą popularność swoich wyrobów, firma założyła kolejną filię, tym razem przy wielkim porcie morskim w Hamburgu. Dzięki temu otrzymywane w formie zapłaty za likwory rozmaite produkty z dalekich krajów, jak drewno mahoniowe, nasiona czy olej palmowy, można było na miejscu wymienić na pieniądze. Kwestią czasu było uruchomienie kolejnych, tym razem zagranicznich, filii – m.in. w Paryżu i Nowym Jorku. Pracujący na pełnych obrotach dział eksportu firmy prowadził korespondencję handlową z całym światem: po angielsku, francusku i hiszpańsku.

 

 

 

 

 

 

 

 

Na niektórych typach butelek zamieszczano nazwy filii fabryki Hartwiga Kantorowicza,
fot. ze zb. www.digitaltmuseum.no

 

 

Przedsiębiorstwo Hartwig Kantorowicz potrafiło sprawnie korzystać z możliwości jakie stwarzała nowoczesna reklama. Dzięki temu jego wyroby można było nabyć w ogromnej liczbie gospód, restauracji i sklepów rozsianych po całych Niemczech. Z pewnością na popularność trunków z Poznania miały też wpływ liczne nagrody przyznawane na rozmaitych targach i wystawach (także tych o międzynarowodym zasięgu, jak Wystawa Światowa w Nowym Orleanie w 1884 roku, na której firma otrzymała złote medale).

 

Koniec części pierwszej

 

Maciej Moszyński

 

 

Przygotowując tekst korzystałem z literatury przedmiotu, materiałów archiwalnych z zasobów Leo Baeck Institute (NY) oraz informacji i materiałów pochodzących z: www.alrich.eu, www.bruckfamilyblog.com i www.digitaltmuseum.no

 

 

 

 

 

 

 

Pozostałe wpisy z cyklu MIASTO W RZECZY SAMEJ
znajdują się w linku poniżej:

Oficjalni partnerzy Traktu Królewsko-Cesarskiego: